poniedziałek, 14 lipca 2025

Mówić czy nie mówić?

Kiedy zdałem sobie sprawę z moich skłonności homoseksualnych byłem pewien, że pozostanie to tajemnicą do końca mojego życia. Jednak w miarę upływu czasu, ten bagaż zaczął mi coraz bardziej ciążyć. Po raz pierwszy zwierzyłem się pewnemu chłopakowi poprzez komunikator GG, będąc na wczesnych latach studiów. Zostawił on swój kontakt GG na katolickiej stronie, opisując swoje zmagania ze skłonnościami. Pamiętam, jak waliło mi serce, pisząc pierwsze słowa. W trakcie rozmowy wymieniliśmy się doświadczeniami i dowiedziałem się o Odwadze, do której uczęszczał. Chciałem Ci bardzo  podziękować z tego miejsca, za możliwość tej rozmowy, która była dla mnie dużym wsparciem.

Pierwszą osobą, której powiedziałem o sobie na żywo był zakonnik, którego poprosiłem o kierownictwo duchowe. Podszedł on do tematu mojego homoseksualizmu bardzo naturalnie i na koniec podał mi rękę, co było dla mnie ważnym gestem akceptacji. W późniejszym czasie dołączyłem do Paschy, w której poznałem inne osoby, takie jak ja, i mogłem swobodnie rozmawiać na temat homoseksualizmu.

Pod koniec studiów zwierzyłem się dwóm przyjaciółkom, z którymi tworzyliśmy zgraną paczkę. Pierwsza z nich poczuła coś do mnie, dlatego chciałem, żeby mniej cierpiała, wiedząc, o moich skłonnościach homoseksualnych. Druga przyjaciółka w niezwykły sposób napotykała na swojej drodze osoby homoseksualne, co uznałem za nieprzypadkowe. Jakiś czas temu, będąc jeszcze w Polsce, powiedziałem o sobie heteroseksualnemu chłopakowi z pracy, który jest osobą wierzącą. Rozmawialiśmy na różne tematy, szczególnie dotyczące wiary. W pewnym momencie poczułem, że jestem już zmęczony owijaniem w bawełnę i tłumaczeniem dlaczego moja relacja z przyjaciółką, którą wszyscy mieli za moją dziewczynę, nie idzie w kierunku narzeczeństwa.

Z mojej rodziny wie o mnie tylko moje rodzeństwo. Pierwszy dowiedział się mój młodszy brat, który również nie potrafił zrozumieć mojej relacji z przyjaciółką. Później powiedziałem starszemu, ale od tej pory nie wracaliśmy już do tego tematu. Rodzicom nie zamierzam nigdy powiedzieć, bo z jednej strony nie chcę ich tym obarczać, z drugiej strony i tak ich wiedza o mnie nie byłaby dla mnie pomocna na tym etapie mojego życia.

Jeśli chodzi o moje doświadczenia związane z ujawnieniem swojego homoseksualizmu, to wszystkie były dla mnie pozytywne i żadnej z opisanych wcześniej decyzji nie żałuję. We wszystkich przypadkach wiadomość ta była dla drugiej strony przynajmniej zdziwieniem, jeśli nie szokiem. Dla mężczyzn heteroseksualnych, homoseksualizm wydaje się być czymś bardzo abstrakcyjnym. Nawet po dowiedzeniu się o mnie, faceci hetero nie stracili nadziei, że znajdę dziewczynę, co uważam za miłe. Z drugiej strony, mój przykład uświadomił im, że homoseksualizm nie jest wyborem ani fanaberią, a homoseksualiści, to nie tylko osoby kojarzone z parad równości.

Czy i komu warto mówić o swoim homoseksualizmie? Na podstawie własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że możliwość zwierzenia się zaufanej osobie jest bardzo ważna, szczególnie na początku zadania sobie sprawy swoich ze skłonności. Z drugiej strony uważam, że nie jest to informacja, którą chciałbym się dzielić z każdym. Abstrahując od możliwego ostracyzmu, myślę, że pewne relacje wyglądałyby zupełnie inaczej, gdyby osoby wiedziały o moim homoseksualizmie. Przykładem mogą być wspomniani w poprzednim poście chłopaki z mojego obecnego zespołu. Myślę, że dzięki temu, że uważają mnie za osobę hetero mogę doświadczyć, jak to jest być po ‘drugiej stronie’. Pewnie, gdyby o mnie wiedzieli, skutkowałoby to pewnym dystansem i brakiem swobody w żartach, żeby mnie nie urazić.

Uważam, że warto też zastanowić się nad powodem, dla którego chcemy zwierzyć się drugiej osobie. Rozumiem, że udawanie kogoś kim się nie jest jest na dłuższą metę męczące. Z drugiej strony szukanie akceptacji w oczach innych, w kwestii homoseksualizmu, nie jest do końca dobrą motywacją, mogącą przenieść rozczarowanie.

środa, 4 czerwca 2025

Ty tylko mnie poprowadź...

Zdałem sobie sprawę, że już minął ponad rok od ostatniego posta. Wybaczcie za tę kolejną długą przerwę, ale czas biegnie, jak szalony i z niczym się nie wyrabiam. Uprzedzając ewentualne pytania, moje nastawienie do kwestii homoseksualizmu się nie zmieniło i nadal żyję sam.

Dzisiaj chciałbym napisać kilka słów odnośnie mojego, wspomnianego poprzednio wyjazdu za granicę, w kontekście relacji. Nigdy nie przypuszczałbym, że mój pobyt tutaj będzie tak rozwojowy i stanie się jakąś formą terapii. Zespół, w którym pracuję tworzą osoby o różnych osobowościach z różnych krajów. Przez pewien czas w naszej grupie był jeden zdeklarowany gej oraz, jak się później okazało, biseksualista. Od samego początku zostałem przyjęty bardzo dobrze, co było tak bardzo sprzeczne z tym, co sądzę o sobie. Ludzie w zespole okazali się bardzo pomocni zarówno w załatwianiu spraw związanych z pracą, jak i poza nią. Ja z kolei otworzyłem się na nich, spędzając czas na planszówkach i innych aktywnościach. W tej kwestii widzę milowy krok, patrząc na siebie z przeszłości, kiedy byłem bardzo wycofaną osobą.

Bardzo rozwojowe są dla mnie relacje z chłopakami hetero, z którymi tworzę zgraną paczkę. Zauważyłem, że w relacjach z nimi czuję się bardziej swobodnie, w porównaniu do chłopaków ze skłonnościami homoseksualnymi, gdzie muszę bardziej uważać, żeby ich nie urazić lub jakoś zaszkodzić (co jest tylko obserwacją i oczywiście nie stanowi o ich wartości). Kiedyś drobne uszczypliwości, które towarzyszą relacjom z chłopakami hetero, odbierałem, jako atak na mnie. Teraz są one dla mnie czymś normalnym i sam lubię im lekko dogryzać. Czasami, czuję się jakbym powrócił do czasów dzieciństwa, szczególnie, kiedy robimy wspólnie jakiś szalone rzeczy. Kiedyś chciałem mieć przyjaźnie ‘na wyłączność’, a obecnie cieszę się z możliwości bycia w grupie. Chłopaki nie wiedzą o moich skłonnościach, dzięki czemu mogę zobaczyć, jak takie osoby są postrzegane ‘z drugiej strony’. Kwestii ujawniania swoich skłonności poświęcę osobny post.

Szczególnie wartościowa jest dla mnie relacja z Adamem (imię zmienione na potrzeby bloga). Nie spodziewałem się, że za granicą poznam chłopaka hetero, z którym tak się zakumplujemy i od którego usłyszałem tyle pozytywnych rzeczy na swój temat. Na przykład, kiedyś Adam oznajmił przy innych: ‘Gdybyś był dziewczyną, to byłbym zainteresowany’ :D W przeciwieństwie do mnie, Adam nie ma problemu z wyrażaniem emocji przez kontakt fizyczny. Wczoraj sam z siebie podszedł i mnie przytulił, widząc, że jest było mi przykro z powodu pewnej sytuacji w pracy. Akceptacja, którą otrzymuję od niego działa na mnie terapeutycznie. Co ciekawe, z mojej strony ta relacja nie ma żadnego wydźwięku romantycznego ani seksualnego, a jest oparta na braterstwie, którego zawsze chciałem doświadczyć. Wartościowe są również dla mnie rozmowy dotyczące jego związku z dziewczyną i relacji damsko-męskich.

Apropos relacji damsko-męskich, na krótki czas dołączyła do naszego zespołu Hiszpanka. Była to jedna z tych działających na mnie dziewczyn, które pojawiały się na kolejnych etapach mojego życia. Mogę powiedzieć, że w jakiś sposób byłem nią zauroczony, do tego stopnia, że powiedziałem jej na pożegnanie, że jej chłopak jest szczęściarzem. Nie próbowałem nawiązywać z nią głębszej relacji z uwagi na jej związek i na moją sytuację, niemniej było to ciekawe i niespodziewane doświadczenie. Epizod ten nie oznacza jednak, że nagle pozbyłem się skłonności homoseksualnych.

Skąd nazwa tego posta? Oczywiście, w tym wszystkim, co się dzieje w moim życiu odnajduję Boże Działanie. Jestem wdzięczny Bogu za to co mnie spotyka i wierzę, że ma On plan dla każdego z nas. Od nas zależy jednak, czy będziemy chcieli z tego planu skorzystać. Nie zawsze będzie łatwo, ale z Jego pomocą można pokonać każdą przeszkodę. Zachęcam Was Drodzy Czytelnicy przede wszystkim do modlitwy, bo wierzę, że znajdziecie w niej ukojenie i odpowiedzi na Wasze pytania. Mam nadzieję, że wszystko u Was dobrze!

Do następnego posta, który – obiecuję – będzie niebawem :)